eN-stories: opowiadania i eseje...

Wpisy

  • poniedziałek, 10 grudnia 2018
    • Młody krogulec

      Z łanu kukurydzy z popłochem odleciały rezydujące tu ptaki wróblowe. Oto młody samczyk krogulca „2gie pióro” patrolował łownie właśnie to miejsce! Z doświadczenia wiedział, że napotka tu, właśnie w takiej uprawie potencjalne ofiary – nie tylko zięby, jery, trznadle i sikory. Gdy ocenił, że zbyt późno wykonał manewr ataku – podążył z impetem na N, obniżając lot, w nadziei kolejnej okazji na polowanie. Był dość głodny, ale w pełni sił. To był czas rutynowych, codziennych łowów. Mnie ptaszek zachwycił swoją sylwetką, wielkością, kolorem i ruchem, w którym „alert” łowności wyrażał się stałą gotowością dokonania ataku dosłownie w ułamku sekundy, przy jakiejkolwiek okazji, której tak beztrosko i wręcz poczciwie oczekiwał. Ptaszek dosłownie emanował tym emploi...

      

      Jesteś poczciwy, naiwny, lecz prawy... Masz to z Natury – nie ma sprawy! Też i ja chcę taki być – i oto jestem, tak trzeba, by mądrze żyć! Gdzie Twój dom, krogulcu bystry, tam mój los się splata czysty! Jest wyborem, chodzi o mnie – Tobie dane jest podobnie! Lecz gdy ja to walcząc mam – Ty jesteś taki, masz jak Dar! Od Natury – taki jesteś, każdy – ja wybiorę według wzoru zawżdy... Patrzę i radość mnie rzuca na kolana – to co mą walką – Twoją Naturą Niepokonaną...

      ...

      mlody samiec krogulca

      ...

      (c) enstories

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Młody krogulec”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 grudnia 2018 07:44
    • Jastrząb i młoda kawka

      Był 21.09.2018. - godzina 18:55, tuż po zachodzie słońca. Wyżowa pogoda ustępowała właśnie zmianie w kierunku jej pogorszenia. Bardzo ciepło, prawie i na razie bezchmurnie, z NWW wiał znaczący zefir. Właśnie – nie uwierzysz Drogi Czytelniku – mówiłem parę chwil wcześniej o tym zjawisku koledze stojąc pod swoim blokiem w centrum Zwolenia na Mazowszu, gdy ta „galaktyczna osobliwość” miała miejsce in flagranti!! Oto, z SSE prostolinijnym dolotem i atakiem, na młodą kawkę, w tężejącym mroku, „uderzyła” polująca samica jastrzębia. Młoda, pojedyncza i „słaba” kawka próbowała się ratować natychmiastowym odlotem z gzymsu sąsiadującego z moim blokiem budynku mieszkalnego w kierunku na S. Jastrząb jednak mało pośpiesznie, pewny łowu, podążył za nią i pochwycił za ulicą Wojska Polskiego koło kapliczki Św. Anny... Co ciekawe, rzeczywiści była to „galaktyczna osobliwość” jako że wszystko odbyło się już niemal w mroku, a samiczka jastrzębia polowała, jak to odkryłem i o tym mówiłem właśnie innej osobie,  na ofiarę, w dosłownie centrum miasta i z dystansu minimum kilometra prowadziła dolot” w miejsce ataku!! Mimo braku aparatu i sprzętu optycznego, dostrzegłem wszystkie cechy jastrzębiej estetyki!! Prążkowany poprzecznie spód ciała, „szturmową” sylwetkę i brąz wierzchu ciała – wszystko stonowane i nie kontrastowe w świetle tężejącego mroku... Pozostała część olbrzymiego stada kawek i gawronów w szyku ławicy skumulowała się w dali na E...

      

      Chwila jak ta, „nośna”, wspaniała!! Natura piękno i wielkość znów dała... Oto jest mrok – Twój znój i znak, jak wojownika życia w czystości tok! Nie masz granic, w swojej potędze – jastrzębiu śmiały, piękny - po swych ofiar nędzę... Tu środek miasta – by się zdawało – Ty jednak działasz odważnie, śmiało! Tak - tu, gdy tężeje mrok – jastrząb osiąga cel, że szok!! Gdy uderzasz atakiem w mieście, wieczoru porą – Twa droga, chwałą, odwagą – bohaterskim znojem i radością moją...

      (c) enstories

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 grudnia 2018 07:38
    • Jastrząb i gęsi zbożowe

      Październik 2018. Na niebie, nawet teraz w południe, w ten wyżowy, ale ostatni taki dzień przed nadejściem niżu barycznego, „płyną” niespokojne, bo o poszarpanych brzegach, białe chmurki. Jeszcze mnóstwo słońca i słaby wiatr z NNW. Do kilkunastu stopni Celsjusza. W taki dzień i wiem to i znam z autopsji, wydarzy się z pewnością coś niezwykłego!! Będzie to ripostą poniesionego trudu wędrówki i poznawczych starań – tu i tym razem pod „Bartodziejskim Ługiem” koło Podgóry pod Zwoleniem w Puszczy Kozienickiej. Oto już od kilkudziesięciu minut idę przez las i bór na N i E. Wtem, ku SSW szybuje dorosły samczyk błotniaka zbożowego, mój „pierwszy” tej jesieni. Wcześniej spotkałem rzepołucha. Błotniak nadleciał tu nad bagna z dalekiego wschodu i dał się długo jeszcze potem obserwować, gdy miały miejsce te najważniejsze dziś znakomitości... Gdy śledziłem wzrokiem i fotografowałem błotniaka – nad bór wyleciała od E dorosła samiczka jastrzębia. Drapieżca tokował falistym lotem wielokrotnie. Była to manifestacja „prawa własności” tej okolicy wobec dwóch innych, przelotnych i wysoko ku SW samiczek też tego gatunku. Po chwili ta tutejsza samiczka jastrzębia zaczęła biernie krążyć mniej więcej ku SE, szybko dość się wznosząc. I wtedy znów piękno i katharsis, jakie zna tylko mała frakcja społeczności ludzkiej. Z SEE dobiegł mnie odgłos nadlatujących nad bagna „Bartodziejskiego Ługu” stada 25 gęsi zbożowych. Ich dzikie i tęskne głosy narastały w sile, by „zwieńczyć się” widokiem szyku klucza. Ptaki te jednak za chwilę, gdy w linii ich lotu pojawił się z W bardzo blisko i nisko samolot wojskowy „Orlik”, gwałtownie zmieniły kierunek lotu na ucieczkę przed kolizją w bok, ku NEE. I właśnie wtedy, gdy spłoszone korygowały linię lotu, skonsternowane i skoncentrowane na zagrożeniu, zaatakowała je, korzystając z zamieszania, owa „moja” samiczka jastrzębia!! Z impetem spadła na stado zwijając całkowicie skrzydła, a gdy zaskoczone i lekko chyba zdziwione gęsi zbożowe rozpierzchły się na boki, skutecznie unikając ataku, by po chwili dalej lecieć w szyku klucza – samica wyhamowała impet rozwijając szeroko skrzydła i ogon oraz nieco się wznosząc. Dodam, że takie zdarzenie, jak atak jastrzębia na gęsi, obserwowałem pierwszy raz w życiu!! Po dłuższej chwili z lasu dobiegł mnie głos godowy tego gatunku, a jakby było mało „tych kulminacji osobliwości” - nad bór wyleciały dwa walczące samczyki myszołowa!

      

      Czy Noc, czy to Dzień! Długo nie czekać, takich tknień! Czy idę tu długo, czy dzieje się zaraz – las obdaruje, zniesie nostalgię, zniweczy marazm! Będzie to jak nieziemska fiesta, święto – a ma Naturę znaną mi, choć nieco niepojętą... Dzieje się zawsze – za trud i znój! Dzięki Ci Losie, za udział Twój... Że zawsze nagradzasz „boskim katharsis” – że wiem, iż „jakiś” Swój dar z pewnością dasz mi! Będzie to moment lub dłuższa chwila – by smutek, nuda, nostalgia była nie była... Tak też i Natura składa mi Dar – zawsze i pewnie, za trud na schwał!

      ...

      golebiarz samiczka

      ...

      (c) enstories

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 grudnia 2018 07:30
  • czwartek, 16 listopada 2017
    • Zimowa noc puszczyka

      Opowiem to wszystko, jak potrafię. Muszę, bo warto. Oto styczeń 2017 roku, tu w Zwoleniu na Mazowszu. Mróz na kilkanaście stopni. Ziąb. Pochmurno, ale raczej bezwietrznie. I tak od wielu dni, choć tu istotne są noce. Jednak miasto nie jest tym samym, co zwykle w ostatnich latach. Kiedyś, pamiętam, takie sceny były powszechnością. Jednak zdewastowane zadrzewienia w Zwoleniu całkowicie to odmieniły, choć do wspomnianej wyżej daty. Tyle lat należało czekać!

      Oto od zmierzchu po poranek w mieście działy się rzeczy odmienne od rutynowych, choć dostrzegalne tylko dla konesera, zwanego ornitologiem. Jak dawno już tu nie było, samczyk puszczyka, „wysterowany” chłodem i z pewnością „sytuacją osobistą”, także „fizjologicznie” powodowany „wobec” mrozu i zimy, wołał noc w noc głosem godowym, to tu, to tam w mieście. Usiłował w tym sposobie dyscyplinować połowicę, samiczkę, do lojalności i pozostania na lęg wiosną. To były już tak wczesne, bo w styczniu, zachowania godowe gatunku. Jednak aktywność ptaka, samczyka puszczyka, nadała z miejsca inny i z pewnością „lepszy” koloryt nocnemu krajobrazowi oraz „ociepliło” klimat tej części doby! Głos godowy sowy snuł się kilometrami między zaułkami i ulicami Zwolenia okraszając okolicę pięknym brzmieniem, nadając jej posmak tajemniczości i szlachetnego, bo przydanego czy „wniesionego” z Natury w tożsamy mrok, uroku. I tak było cały miesiąc. Pod koniec stycznia nad ranem słyszałem kilkukrotnie głosy kontaktowe samiczki puszczyka, w odzewie na zawołania samca. Ptaki się w kilka nocy porozumiały i już, jak się okazało w lutym, zgodnie zajęły lęgiem na terenie podmiejskim. Noce stały ponownie nudne i „tylko” chłodne oraz „martwe”. Ale wraz z aktywnością ptaka w styczniu „ptasia Wiosna” czy „ornitologiczna”, zaistniała w 2017 roku wyjątkowo wcześnie. I wniosło już „na przednówku” wielką nadzieję na udane obserwacje w kolejnych miesiącach, zwłaszcza, że opisywane tu wydarzenia miały charakter iście „pożądanej” retrospekcji z lat dawnych, lat mojej wczesnej młodości. Miały zatem tkliwy walor „cytatu” z odległej przeszłości mojej, jak piszę, i samego miasta Zwoleń...

      puszczyk Zwolen 

      ...

      ...puszczyk samczyk - okolice Zwolenia / jestem współautorem tej fotografii...

      (c) enstories

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 listopada 2017 20:13
  • środa, 21 września 2016
    • Młody samiec krogulca wiosną. W hołdzie Prawom Natury

      Oto wybrałem się na dzienne obserwacje ptaków. Była niedziela 17.04.2016. roku. Pierwszy raz aż tak ciepło i pogodnie. Wszędzie kwitnące pierwsze kwiaty, zazieleniające się drzewa i darń. Słońce operuje iście aż nazbyt intensywnie, aż razi w oczy. Jego światło wręcz więzią subtelnie zawierając i zaklinając w siebie owe zielone już prawie zadrzewienia i zakrzewienia w dolinie miejskiego odcinka rzeki Zwolenki. Wszędzie rozśpiewany ptasi drobiazg, od sikor i drozdów oraz łuszczaków, po świstunki i pokrzewki. Bardzo optymistyczna zatem sceneria i aura.

      Wchodzę zatem na ulicę Chopina w Zwoleniu. Nagle w całej okolicy podrywają się do ucieczki krukowate i szpaki, a sikory „dzwonią” ostrzegawczo. Po chwili dostrzegam młodocianego (juvenis) samca krogulca, który w przebiegłym manewrze powolnego lotu „ni to nie drapieżca”, słowem maskując i unikając swego typowego sposobu poruszania się „dostaje się” w okolicę kościoła. Tu ostatecznie atakuje z dolotu po małym skosie, acz pod koniec zwijając niemal zupełnie skrzydła. Nie wiem na pewno, ale przypuszczam po dalszym przebiegu wyprawy na ptaki, że nie pochwycił jednak ofiary. Dlaczego? O tym już za chwilę!

      Otóż po około pół godziny dalszych obserwacji doszedłem pod żwirownię dawniej nazywaną tu „piachami”. I tu na skraju doliny rzeki, w rosłym krzewie zazieleniającej się czeremchy, zobaczyłem młodego samczyka pospolitej pokrzewki kapturki. Ptaszek intensywnie żerował u szczytu rośliny, a przy tym non stop głośno śpiewał, co jakiś czas taksując moją osobę, z czym czuł się dość zobowiązująco i niezręcznie. Miał jeszcze nie wybarwioną na czarno brązową czapeczkę na głowie. Był to zatem około mniej niż roczny osobnik. I nagle, po dłuższej mojej obserwacji, jego dalsze życie stanęło pod znakiem zapytania, a to co się wydarzyło dało ponurą odpowiedź. Oto wykorzystując zagapienie się pokrzewki na mnie, od strony słońca i z południowym wiatrem, na tą niedoświadczoną, młodą kapturkę gwałtownie „spadł” w śmiałym ataku ów obserwowany wcześniej i głodny wciąż młody samiec krogulca! Pokrzewka salwowała się spóźnioną ucieczką do podstawy czeremchy i za pień pobliskiej, starej olchy, zawróciła do punktu wyjścia i trach – przedzierający się przez gałęzie brawurowo drapieżca tu ją dopadł szponami. Atakując opadał i poruszał się iście jak spadający z drzewa jesienią liść! Następnie oddalił kilkanaście metrów w dolinę w układzie „prostopadle do mnie” i tu zaczął pożerać. Jednak po dłuższej chwili dostrzegłem samca krogulca znowu, jak z ofiarą w szponach oddala się z południowym wiatrem, w ciasnych kręgach aktywnego krążenia na północ, prawdopodobnie do gniazda w pobliżu rezerwatu w Puszczy Kozienickiej. Jeszcze długo z „piachów” „odprowadzał” go ostry okrzyk alarmowy lęgowego tam szpaka.

      Ja zszokowany doznałem olśnienia. Ten młody samiec krogulca już był na tyle doświadczony, że przy mnie oraz sprytnie wykorzystując wprost zagapienie się pokrzewki, polował. Trochę też było mi głupio i nieswojo, gdy uświadomiłem sobie, że byłem tu nieco winny dramatu pokrzewki, jako że drapieżca posłużył się mną jako osłoną czy iście „ekologicznym” „parasolem” dla swych forteli i zamiarów. Cóż, bywa i tak, że się współuczestniczy we względnie negatywnych zdarzeniach mimowolnie i nieświadomie, ale i może, ba, na pewno nic się nie stało. Ja mogłem, jakby nie było i co by nie myśleć, cały behawior obejrzeć opodal, tuż. Krogulec tymczasem zdobył pokarm dla swej zapewne wysiadującej lęg samiczki. Ofiara też nie była aż tak cenna obiektywnie rzecz biorąc. Był to młodociany, dotychczas nie lęgowy, osobnik. Nawet inne stare i dorosłe samce kapturki ponosiły częściową odpowiedzialność, o ile warto jeszcze tu deliberować, spychając tą młodą pokrzewkę swego gatunku w rewir na skraju doliny. Zatem choć śmierć zebrała żniwo – nikt tak naprawdę nie ponosił za to winy. Nawet drapieżca usprawiedliwił to swoim motywem np. troskliwego opiekuna lęgu czy swoim głodem. Po chwili dalszych emocji, czując obiektywnie, pewnie, że jednak zostałem i tym razem przez Naturę obdarowany ciekawym zdarzeniem, już zwyczajnie oglądałem żerującą dalej w dolinie muchołówkę żałobną. Ten tekst niech jednak będzie hołdem dla siły przetrwania ukrytej w Naturze i rozsądnego rozumienia praw, którymi owa Natura się rządzi i powoduje. Jak również uwiecznia dwóch głównych bohaterów tego wypadu na obserwacje ptaków. Mam nadzieje, że taka rola nie ujmuje mu blichtru i wzniosłości, typowego, a nawet koniecznego dla nawet standardowych i znanych powszechnie z natury zdarzeń…

       

      samiec krogulca 

      ...samiec krogulca w locie / foto - Jerzy Mróz / Internet...

      mlody samiec kapturki 

      ...młody samiec kapturki / źródło - Internet...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      środa, 21 września 2016 19:16
  • poniedziałek, 05 października 2015
    • Poczciwy lelek

      24.07.2015., w piątek wybrałem się popołudniu na rekonesans w poszukiwaniu lelków w Puszczy Kozienickiej. Z doświadczenia wiedziałem, że jest to gatunek lęgowy do połowy sierpnia, zwłaszcza podczas tak sprzyjającej aury, jak latem 2015 roku. Jednak dość dawno nie poszukiwałem tego ptaka, więc byłem nieco podekscytowany i zaniepokojony, czy ziszczą się moje oczekiwania. Jechałem rowerem na zachód (W), od miasta Zwoleń na zręby w borze sosnowym w pobliże „Ługu Bartodziejskiego”, 10 km od miejsca mojego zamieszkania. Tam oczekiwałem na bohatera tego opowiadania już od pół godziny przed zmierzchem. Wiedziałem, że ptak da się świetnie wabić nawet przybliżonym naśladowaniem jego głosu godowego, i to na długo przed zmierzchem, więc i tym razem nie czekałem – zaraz po przyjeździe na zrąb zacząłem intonować zachowania i głosy godowe samczyka. I oto zza bagna od razu usłyszałem wielokrotne okrzyki ostrzegawcze, choć „cedzone” w długich interwałach (okresach) czasu. Minęło kilkanaście minut, słońce było bliskie zachodowi, a samczyk przyleciał na przeciwległy skraj rozległego zrębu i podjął już na stałe nutę głosów godowych, zwłaszcza, że ja wytrwale wabiłem dalej. Chciałem zaobserwować lelka z bliska i to każdy aspekt jego wokalizacji (repertuaru okrzyków) i zachowań. I nie zawiodłem się! Samczyk lelka im było później, tym śmielej sobie poczynał, odzywała się także samiczka. Słyszałem wielokrotnie okrzyk godowy – terkot, kontaktowy – „żułik”, w tym pary ptaszków, czy wspomniane wcześniej zawołania ostrzegawcze, choć tylko jako uprzedzające późniejsze wydarzenia. Mało tego. W kilkanaście minut po zachodzie słońca samczyk przyleciał opodal, niemal na wyciągnięcie ręki. Przysiadał na gałęzi sosny, z której następnie startował, latał nade mną, tokowo klaskał skrzydłami, i ponownie prezentował się w wizjerze lornetki, konsekwentnie  przysiadając wzdłuż tej samej gałęzi sosny. Na ten konar punktowo i precyzyjnie skonsternowany powracał po takiej demonstracji siły właściciela rewiru. Poczułem zatem nie tylko dumę z powodu swoich umiejętności wabienia, ale zdobyłem się z łatwością na antropomorficzne, spontaniczne i szczere konstatacje, doceniając rozbrajającą niewinność, poczciwość i naiwność tego gatunku nocnego ptaka. Lelek bowiem wprost ignorował moją obecność, co sankcjonowało właśnie umiejętne wabienie, emitowanie przeze mnie odgłosów, a wręcz się niewinnie „zauroczył” czy odnosił się tylko do tego co słyszał i swoich powinności hegemona stadła i posiadacza lęgu oraz samiczki. Nie istniał mój problem, ba jak piszę uwiarygodniała mnie wiarygodność wabienia. To była sankcja dla tych wydarzeń, ale nie tylko. Nic nie liczyło się zatem dla lelka, jak tylko dążenie do konfrontacji ze źródłem jego ekscytacji. I zapewne fakt mimetycznego (ochronnego) ubarwienia oraz, że ptaszek ten jest zwierzątkiem nocnym stały za taką naszą, specyficzną interakcją (odniesieniem). I ile razy wydawało mi się to rozbrajające, tyle uśmiechałem się i myślałem, jak właśnie czasem w tak spektakularny sposób okazuje się, że i lelek i Natura w ogóle jest finalnie  poczciwa, niewinna i sympatyczna czy wprost „fajna”. Wkrótce przestałem wabić, by umożliwić lelkom powrót do bardziej konstruktywnego działania. Dumny i zachwycony ruszyłem dalej, by kontynuować obserwacje innych nocnych ptaków. Lecz miłe zachowanie lelków było dziś najważniejsze i jeszcze nie raz wrócę do niego także nie tylko tkliwymi myślami.

      lelek adr szafranski

      ...lelek - foto / Adrian Szafrański...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 października 2015 19:16

Kalendarz

Grudzień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny