eN-stories: opowiadania i eseje...

Wpis

środa, 21 września 2016

Młody samiec krogulca wiosną. W hołdzie Prawom Natury

Oto wybrałem się na dzienne obserwacje ptaków. Była niedziela 17.04.2016. roku. Pierwszy raz aż tak ciepło i pogodnie. Wszędzie kwitnące pierwsze kwiaty, zazieleniające się drzewa i darń. Słońce operuje iście aż nazbyt intensywnie, aż razi w oczy. Jego światło wręcz więzią subtelnie zawierając i zaklinając w siebie owe zielone już prawie zadrzewienia i zakrzewienia w dolinie miejskiego odcinka rzeki Zwolenki. Wszędzie rozśpiewany ptasi drobiazg, od sikor i drozdów oraz łuszczaków, po świstunki i pokrzewki. Bardzo optymistyczna zatem sceneria i aura.

Wchodzę zatem na ulicę Chopina w Zwoleniu. Nagle w całej okolicy podrywają się do ucieczki krukowate i szpaki, a sikory „dzwonią” ostrzegawczo. Po chwili dostrzegam młodocianego (juvenis) samca krogulca, który w przebiegłym manewrze powolnego lotu „ni to nie drapieżca”, słowem maskując i unikając swego typowego sposobu poruszania się „dostaje się” w okolicę kościoła. Tu ostatecznie atakuje z dolotu po małym skosie, acz pod koniec zwijając niemal zupełnie skrzydła. Nie wiem na pewno, ale przypuszczam po dalszym przebiegu wyprawy na ptaki, że nie pochwycił jednak ofiary. Dlaczego? O tym już za chwilę!

Otóż po około pół godziny dalszych obserwacji doszedłem pod żwirownię dawniej nazywaną tu „piachami”. I tu na skraju doliny rzeki, w rosłym krzewie zazieleniającej się czeremchy, zobaczyłem młodego samczyka pospolitej pokrzewki kapturki. Ptaszek intensywnie żerował u szczytu rośliny, a przy tym non stop głośno śpiewał, co jakiś czas taksując moją osobę, z czym czuł się dość zobowiązująco i niezręcznie. Miał jeszcze nie wybarwioną na czarno brązową czapeczkę na głowie. Był to zatem około mniej niż roczny osobnik. I nagle, po dłuższej mojej obserwacji, jego dalsze życie stanęło pod znakiem zapytania, a to co się wydarzyło dało ponurą odpowiedź. Oto wykorzystując zagapienie się pokrzewki na mnie, od strony słońca i z południowym wiatrem, na tą niedoświadczoną, młodą kapturkę gwałtownie „spadł” w śmiałym ataku ów obserwowany wcześniej i głodny wciąż młody samiec krogulca! Pokrzewka salwowała się spóźnioną ucieczką do podstawy czeremchy i za pień pobliskiej, starej olchy, zawróciła do punktu wyjścia i trach – przedzierający się przez gałęzie brawurowo drapieżca tu ją dopadł szponami. Atakując opadał i poruszał się iście jak spadający z drzewa jesienią liść! Następnie oddalił kilkanaście metrów w dolinę w układzie „prostopadle do mnie” i tu zaczął pożerać. Jednak po dłuższej chwili dostrzegłem samca krogulca znowu, jak z ofiarą w szponach oddala się z południowym wiatrem, w ciasnych kręgach aktywnego krążenia na północ, prawdopodobnie do gniazda w pobliżu rezerwatu w Puszczy Kozienickiej. Jeszcze długo z „piachów” „odprowadzał” go ostry okrzyk alarmowy lęgowego tam szpaka.

Ja zszokowany doznałem olśnienia. Ten młody samiec krogulca już był na tyle doświadczony, że przy mnie oraz sprytnie wykorzystując wprost zagapienie się pokrzewki, polował. Trochę też było mi głupio i nieswojo, gdy uświadomiłem sobie, że byłem tu nieco winny dramatu pokrzewki, jako że drapieżca posłużył się mną jako osłoną czy iście „ekologicznym” „parasolem” dla swych forteli i zamiarów. Cóż, bywa i tak, że się współuczestniczy we względnie negatywnych zdarzeniach mimowolnie i nieświadomie, ale i może, ba, na pewno nic się nie stało. Ja mogłem, jakby nie było i co by nie myśleć, cały behawior obejrzeć opodal, tuż. Krogulec tymczasem zdobył pokarm dla swej zapewne wysiadującej lęg samiczki. Ofiara też nie była aż tak cenna obiektywnie rzecz biorąc. Był to młodociany, dotychczas nie lęgowy, osobnik. Nawet inne stare i dorosłe samce kapturki ponosiły częściową odpowiedzialność, o ile warto jeszcze tu deliberować, spychając tą młodą pokrzewkę swego gatunku w rewir na skraju doliny. Zatem choć śmierć zebrała żniwo – nikt tak naprawdę nie ponosił za to winy. Nawet drapieżca usprawiedliwił to swoim motywem np. troskliwego opiekuna lęgu czy swoim głodem. Po chwili dalszych emocji, czując obiektywnie, pewnie, że jednak zostałem i tym razem przez Naturę obdarowany ciekawym zdarzeniem, już zwyczajnie oglądałem żerującą dalej w dolinie muchołówkę żałobną. Ten tekst niech jednak będzie hołdem dla siły przetrwania ukrytej w Naturze i rozsądnego rozumienia praw, którymi owa Natura się rządzi i powoduje. Jak również uwiecznia dwóch głównych bohaterów tego wypadu na obserwacje ptaków. Mam nadzieje, że taka rola nie ujmuje mu blichtru i wzniosłości, typowego, a nawet koniecznego dla nawet standardowych i znanych powszechnie z natury zdarzeń…

 

samiec krogulca 

...samiec krogulca w locie / foto - Jerzy Mróz / Internet...

mlody samiec kapturki 

...młody samiec kapturki / źródło - Internet...

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
nomadic69
Czas publikacji:
środa, 21 września 2016 19:16

Kalendarz

Czerwiec 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny