eN-stories: opowiadania i eseje...

Wpis

niedziela, 06 września 2015

Niezawodna szczodrość Matki Natury

Jest oto 6 września 2015 roku. Postanowiłem i dziś wybrać się na obserwacje Natury. Liczyłem na przeżycia poznawczej i estetycznej proweniencji i jak zwykle się nie zawiodłem. Moim celem była tak długa obecność „na ptakach”, aż napotkam zdarzenie o charakterze przełomu, katharsis, czegoś szczególnie na tę chwilę frapującego. Pogoda zmieniła się. Na niebie, na średniej wysokości, gnane południowo – zachodnim wiatrem przemieszczały się duże obłoki o wzrastającym wpływie na ekspozycję słońca w kierunku wzrostu ocienienia podłoża. Temperatura około maksymalnie 18 stopni Celsjusza. Wiatr był co prawda umiarkowany, ale porywisty. Na razie nie padało.

Szedłem polną drogą wzdłuż i w dół od Zwolenia doliną rzeki Zwolenki. Co rusz napotykałem jakiegoś przedstawiciela ptasiej braci, ale z rzadka, jak to o tej porze roku, go widziałem zwykle „na słuch” dokonując oznaczenia gatunku. Dotychczas najciekawsze taksony, to żerujące teraz w godzinach około południowych aż 3 myszołowy i 1 samiczka krogulca. Te pierwsze nie tylko w rozproszeniu zawisały dziś nie wysoko w wietrze na nieruchomych skrzydłach i lustrowały ugory oraz ścierniska w poszukiwaniu łupu. Ja jednak szedłem dalej i dalej, by dzień ten zwieńczył ów szczególny casus, clou radości nie tylko w chwili spotkania, ale i potem, gdy obserwacja ta zapadnie głęboko we wspomnienia.

I oto, gdy nieboskłon od dłuższego już czasu zasnuły ciemne i gęste obłoki, a tu zrobiło się ciemniej niż zwykle o tej porze dnia, dostrzegłem dość osobliwie manewrującego, młodego grzywacza. Ptak nieoczekiwanie zrezygnował z kontynuacji przelotu ku północnemu – zachodowi, zawrócił nad las na obrzeżach doliny rzeki i gwałtownie pikując ukrył się w gęstwinie. To była znana mi z innych obserwacji strategia unikania drapieżcy typowa nie tylko dla tego gatunku. Istotne też było to, że zachował się tak osobnik młody, a już tak doświadczony. W każdym razie, gdy spojrzałem nad dolinę prostopadle do miejsca zniknięcia gołębia, już nie miałem wątpliwości, że grzywacz tylko tak mógł ustrzec się przed atakiem. Pod wiatr bowiem, na niskim pułapie, niemal razem z owym „zaciemnieniem” ku zachodowi podążała młoda samica jastrzębia!

Drapieżca świadomy bez wątpienia zmiany warunków oświetleniowych w ogóle mnie się nie bał. W odległości około 70 metrów ode mnie dwa razy zakołował przyglądając się miejscu zniknięcia i poszukując gołębia. Potem utrzymał kierunek lotu ku zachodowi nalatując wprost nad partię lasu, gdzie ukrył się grzywacz. Następnie po kolejnym kołowaniu udał nad pola za las i już bardziej niezależnie podjął częściowo aktywne wznoszenie, na początku z rozwinięciem na jedną drugą ogona, tak, że błyskawicznie w porywistym wietrze osiągnął sporą wysokość. Potem ponownie zawrócił, tym razem nad dolinę na wschód. Ciągle liczył na ujawnienie się niedoszłej ofiary. Po chwili na moment zniknął mi za ścianą lasu, by, gdy znów go zobaczyłem – krążyć nad rzeką tym razem w towarzystwie atakującej go gwałtownie i wielokrotnie samicą krogulca. Obok, w bezpiecznej odległości i pod wiatr od jastrzębia, od zachodu szybkim wznoszeniem bez wątpienia „ratowały się” przed nieprzyjemną konfrontacją, dwa spotkane wcześniej myszołowy. Mało tego – gdy ponownie na gołębiarza „spadła” w brawurowym ataku owa samica krogulca – jastrząb sprytnie i finezyjnie manewrując obrócił się rozwijając ogon i omal jej nie pochwycił! Wtem jastrząb skierował się na południowy wschód w dół rzeki i po dłuższej chwili „zaserwował” prawdziwy spektakl, na jaki stać tego drapieżcę. Z już dużej wysokości, zwijając całkowicie skrzydła, jak kamień „uderzył”, spadł, spikował – pod koniec tego manewru naprowadzając się na cel tak, że z gigantyczną prędkością podążał po skosie, na najprawdopodobniej kaczki krzyżówki gdzieś w dalszej i już odległej części doliny rzeki.

Była to młoda, tegoroczna, sądząc z częstości usiłowania pochwycenia ofiary, samica tego gatunku drapieżcy. Jak urzeczony obserwowałem, ale też z dumą dla fartu, jakim było to spotkanie z jastrzębiem, „świadectwo” jego tu bytności. Na polach inne grzywacze oraz szpaki obsiadły linię wysokiego napięcia, by śledzić poczynania gołębiarza. W dolinie natomiast po dłuższej chwili dostrzegłem lądujące bliżej miasta i ludzi pozostałe ze stada kaczki krzyżówki, z których jedną zapewne pochwycił jastrząb. Pochwycił jednak tylko prawdopodobnie, skoro ponownie tam w dali się nie pojawił, wznawiając swoje usiłowania. I oto jak tego oczekiwałem, wyśnił mi się na jawie, sen, piękno i fart, a także skrajna radość jak pisałem na wstępie - poznawczej proweniencji. Matka Natura jak zwykle i dziś była hojna. Spotkanie z jastrzębiem jak zawsze  okazało się bardzo frapujące, bo jak widać to tak finezyjnie doskonały, nietuzinkowo szlachetny, władczy i „drapieżny” oraz iście wyjątkowy Jej twór i  dziecko, i jakże niewinny, wspaniały „wojownik” - niepośledni łowca.

Marcin Perkowski acg juv 

...młoda, polująca samica jastrzębia - foto M. Perkowski / źródło - Internet...

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
nomadic69
Czas publikacji:
niedziela, 06 września 2015 21:35

Kalendarz

Grudzień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny