eN-stories: opowiadania i eseje...

Wpis

niedziela, 31 sierpnia 2008

...Gęsi...

    Idę właśnie przez październikowy krajobraz łąk i pól gdzieś w nadbiebrzańskiej krainie. Pogoda już od kilku dni wstecz brzydka, dziś stała się powodem mojego rozrzewnienia i podziwu. Jak na jesień jest całkiem ciepło, na niebie dryfują zaczątkowe cumulusy, a wiatr z dotychczas zachodniego zmienił swój kierunek, jak się zdaje, na vice versa. Przestrzeń dookoła to zamyka się, to znów otwiera, choć bez nawet cienia konsekwencji w tym procederze. Mijam więc zagajniki brzozowe i skupiska krzaków wierzb, czasem jedno połączone z drugim, to znów wkraczam w różnie obecną, wolną od przeszkód całkowicie, innym razem tylko częściowo okolicę, która jak się wydaje ma tylko te mało czasochłonne kontrasty do zaoferowania. Jednak co ciekawie tak nie jest. Dzisiaj napotkałem na przykład pierwszego, pokaźnego gościa z północy, czyli myszołowa włochatego. Trafiły się jery i czeczotki, a odlot rodzimych gatunków jeszcze się nie zakończył. Są też rezydenci stali tego kraju. Wymienię w tym miejscu myszołowy, krogulce czy jastrzębia; makolągwy dzwońce, trznadle, srokosze czy sroki, a i inne, większe i mniejsze gatunki, mniej lub bardziej drapieżne, też neutralne w tym względzie, łatwo dopiszą się wkrótce, jak sądzę, do listy.

    Nie idę tędy, ani w tym czasie, zupełnie przypadkowo. Od lat znam pewną niezwykłą właściwość takiej październikowej aury związaną z ptakami. Jednak w tej chwili nie będąc pewnym ziszczenia się po raz kolejny, corocznie konsekwentny, ale dzisiaj akurat niekonieczny, faktu znanej mi reguły brnę na przód monumentalnie zmobilizowany oczekiwaniem.

    Tknęło mnie - po raz kolejny zaniepokoiłem się. Jednym z elementarnych warunków powtarzalności tej zasady jest i teraz jesienią wiatr, wschodni wiatr, który wiosną najlepiej ma się do tych wydarzeń, gdy wieje z zachodu. Po krótkim teście potwierdzam stosowny do pory roku jego kierunek. „A więc jest całkiem nieźle" - myślę, a nadzieja we mnie rośnie i osiąga rozmiary odległości do najdalszego horyzontu.

    Zdążyłem! Prosta sprawa - jak zwykle zaważył precedens okiełznanego wspomnieniami i logiką żywiołu. Eksploduje on wreszcie, niemal natychmiast, tak nagle, jak szybko następuje po przeczuciu jego desygnat, dostrzeżonym zarysem szyku i usłyszanym, głuchym odgłosem nadciągających - ciągnących właściwie ptaków. Nad majaczącym w oddali sosnowym lasem pojawił się klucz nawigujących na „Ciepłe Kraje" Zachodu, z byłego „kraju rad" gęsi. Gdybym tą opowieść snuł towarzyszącej mi drugiej osobie, powiedziałbym: „To jeszcze nie jest to „święto migrujących gęsi". Nie mogę być tego jeszcze pewnym, choć czuję, że tak dziś może być", i zdradziłbym tym samym „principia octhoberatica".

    Nadlatujące ptaki, uprzedzone dignozującym je stylem pokrzykiwania, potwierdziły swą tożsamość gęsi zbożowych deseniami i barwami na korpusach i skrzydłach. Ta kwestia nie zajęła mi zbyt dużo czasu. W takiej chwili wystarczy mobilizacja uwagi i zmysłów natężona rozmiarem przeżyć.

    Tylko chwila radości. Po tej chwili, wraz z oddalającymi się ptakami przemieszana z żalem i subtelnym smutkiem nad ulotnością tego, co w przyrodzie piękne, galopująca w dal przyszłej wiosny/jesieni, narastająca nostalgia, której przybywało wraz z każdym ginącym w przestrzeni nieboskłonu kluczem. I mimo, że cały dzień miałem okazję świętować to „święto", również „święto tranzytowej dali", zapamiętałem ponownie, jak co roku, tylko jedno. Niknącą smugę, jak pajęcza nić czy rysa na „boku" chmury splecionej z błękitem, szkic i zarys szyku migrujących gęsi. Wszystko kruche, a jednocześnie „wysycane" do granic zaistniałym w epizodzie chwili i chwil wszechświatem zewnętrznym i ukrytym we mnie. Dobrze to wszystko pamiętam.      

   

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
nomadic69
Czas publikacji:
niedziela, 31 sierpnia 2008 03:42

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny